Ze Skarszewa do Brzezin wyszliśmy tradycyjnie już o godz. 7. Wyruszyliśmy jak zwykle spod tzw. bazy, która przez lata była w centrum naszego skarszewskiego noclegu i do dziś powraca w anegdotach opowiadanych przez najstarszych stażem pielgrzymów.

Pogoda znów nam dopisywała – choć towarzyszył nam wiatr, a rano było wręcz chłodno, to jednak nikt nie ma wątpliwości, że była to idealna pogoda do pielgrzymowania. Widać to zresztą po znikomej liczbie osób, które mają problemy zdrowotne. Pęcherze, choć się zdarzają, to jednak znacznie rzadziej niż w latach poprzednich.

Do gospodarzy w Saczynie dotarliśmy stosunkowo wcześnie, bo przed godz. 11. Tam dotarł do nas o. Marek, który przywiózł nam pyszny obiad: ziemniaki, rybę, buraczki, groszek z marchewką, a do tego pyszny kompot. Po takim obiedzie nie zostało nam nic innego jak szybko pokonać kolejne dwa odcinki.

W Brzezinach byliśmy już ok. 16.30. Tu czekała nas jedna niemiła niespodzianka – niestety, ze względu na malowanie, wyłączone były aż dwie sale gimnastyczne. Śpimy więc w korytarzach.

Inną zmianą jest powrót naszej grupy do miejscowego kościoła. W tym roku w brzezińskiej świątyni odprawiać będziemy Mszę św. Nie zmieni się godzina – spotkamy się tam o godz. 20, zatem wszystkich chętnych do wspólnej modlitwy serdecznie zapraszamy.

Jutro wyruszymy zapewne bardzo wcześnie. Przed nami najdłuższy kilometrowo dzień. Ale zanim wyjdziemy, czeka nas pewnie dziś bardzo barwna noc.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *